Świadectwa odburzonych

23 czerwca

0 komentarze



Niebieska ściana zwycięstwa

Poniżej znajdziesz wpisy osób które wyszły z zaburzeń lękowych z naszych społeczności. 


Poniższe świadectwa pochodzą z forum zaburzeni.pl oraz grupy na Facebook'u 'Stowarzyszenie Zaburzeni.PL - i Ty będziesz odburzony którą prowadzę.


Listę aktualizuję raz dziennie dodając 1-2 kolejne historie.




1. Marta: Jestem już po

Źródło: Grupa FB


Hej! Witam wszystkich! Jestem nowa-nienowa, gdyż przysłuchiwałam się czasem uważnie, czasem (z powodu dd) mniej uważnie nagraniom chłopaków, a później już samego Hewada. Moja przygoda z nerwicą zaczęła się rok temu w połowie lata od zdań: "Marta, ale Ty schudłaś. Wyglądasz, jakby coś Tobie zżerało mięśnie". - wystarczyło. Później już było z górki, udary, choroby Crohna, schizofrenie, raki-sraki. Nie obeszło się rzecz jasna bez rocd, hocd. Od pewnego czasu mam to z głowy. Nie trzęsę już dupką. Jestem silna, poukładana i bardzo wdzięczna, że mój mądry organizm się tak przegrzał i dał mi znać, jak bardzo błądzę i, że jestem tego mocno nieświadoma. Obeszło się u mnie bez terapii i leków.... Ale, jakby nie o tym chciałam w sumie. Chciałam po prostu podziękować. Nie pierwszy w sumie już raz. Chciałam powiedzieć WIELKIE DZIĘKUJĘ dla Was chłopaki. Otwieracie ludziom oczy i głowę, a w efekcie również serca. Tłumaczycie to logicznie i prosto. Pozwalacie realnie wyśmiać. Bardzo Wam dziękuję. Jesteście magicznym źródłem, z którego mogłam się napić. Trzymam wielkie kciuki za Was wszystkich. DZIĘKUJĘ ✌️✌️✌️✌️✌️ ☀️


2. Adriana: Nerwica zmieniła mnie o 180 stopni

Źródło: Grupa FB


Nerwica zmieniła moje życie o 360 stopni. Dbam o swoje zdrowie i cieszę się każdą chwilą ( bowiem w zaburzeniu byłam pewna że umrę), przestałam palić papierosy, przestałam przejmować się głupotami, bzdurami, mało znaczącymi sprawami. Na stresy i trudne sytuacje reaguje całkiem inaczej niż kiedyś. Jestem spokojniejsza. Przestały się dla mnie liczyć rzeczy materialne i pieniądze. Bardziej doceniam dobrych ludzi w moim życiu, zaś bardziej unikam złych ludzi. Nie wchodzę w fałszywe relacje, nie przebywam z osobami które nie szanują mnie i innych. Trzymam się z dala od toksycznych osobników. Cieszę się moją rodziną, bardziej ją doceniam. Nie chowam w sobie urazy jak kiedyś. Jestem bardziej tolerancyjna. Lubię minimalizm. Spędzam mniej czasu w pracy. Nie przejmuje się opinią innych. Żyje w zgodzie ze sobą. Doceniam każdy dzień. Zaburzenie mnie uratowało.




3. Gabriel: POST ODBURZENIOWY ?

Źródło: Grupa FB


Ale najpierw przepis jaki wymyśliłem:

Dodaj akceptację, postawę przyjacielską, według uznania wyrozumiałość, trochę ignorancji, nie zapomnij o silnej woli- wymieszaj i wypij. Zalecane ćwiczenie, weź zamach i kopnij w du*ę zaburzenie i patrz jak leci na marsa. A propo sinej woli, pochwalę się, że udało mi się rzucić palenie ??

No dobra może przyciągnąłem Waszą uwagę, ten post będzie się opierał na przykładach z życia wziętych, moich wnioskach i zmianie z pesymisty na realistę, będzie tutaj sporo cenzury, bo tych głupot nie w sposób opisać inaczej.

Więc... moją nerwicę tak na prawdę zapoczątkowała trauma, te omdlenia o których pisałem wzięły się ze stresu pourazowego. To nie nerwica je spowodowała, tylko one nerwicę, teraz to wiem.

Na pierwszy ogień idzie moja historia z rezonansem, a że rzeczy drastyczne u mnie powodują zasłabnięcia, rezonans miał być z kontrastem to od razu pojawiła się myśl, że przy tym zasłabnę. Pamietam jak dziś, kiedy w poczekalni reagowałem śmiechem ale moje myśli wyglądały tak ''kur*aaaaa ???'', na szczęście mojej żonie udało się skutecznie odwrócić moją uwagę, w czasie zakładania kroplówy dostaje wiadomość następującej treści ''za tą szpile zapytaj ''a zaje*ać ci?'' Boże, to było tak głupie, ale zająłem się głupotami zamiast straszakami. Na tym badaniu trzymali mnie chyba ze 40min, ja już się zastanawiałem co oni tam ku*wa szukają ?

Po badaniu zapierniczałem na papierosa szybciej niż Usain Bolt ??Kiedy było po wszystkim ochłonąłem, wiadomo potem człowiek się martwi wynikami, ale uznałem że to normalne, kto by się nie przejął. Ahaa oczywiście popełniłem fundamentalny błąd i czytałem o objawach, dopiero potem przyjąłem to na chłodno, przecież wujek google nawet i z kataru zdiagnozuje dengę, wujcio nie jest zły, ale ma dużą fantazję 😉 Mój wniosek, to to, że sami sobie tworzymy rangę zaburzenia, sam to sobie wyolbrzymiłem w głowie. A tu okazało się że mam problemy z zatokami, potem już o nic nie pytałem ''wujka'' co najwyżej o to jak sobie pomóc z zatokami, a nawet jak jakiś artykuł przyciągnie moją uwagę, to ja oceniam czy jest on wiarygodny...

Druga historia, to historia mojego ojca a raczej jego choroba, było wtedy ciężko. Poradziłem sobie wtedy tym, że skupiłem się na bliskich, moja matka też ma nerwicę, ona boi się za bardzo oddalać od domu, a do ojca trzeba było dojechać do szpitala, i cóż nie miałem nawet głowy zastanawiać się czy moje lęki się odezwą, musiałem z nią wtedy być. W tamtym czasie moja córka była jeszcze malutka, żona również mnie potrzebowała w opiece nad dzieckiem, wtedy nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy się wzajemnie wspierać, kolejna rzecz to nie chciałem by córka od małego widziała co to nerwica, a tym bardziej żeby nie miała tego jako wzór, także chciałem siebie i mamę trzymać w ryzach. Czułem się wtedy fizycznie do bani, zmęczenie było ogromne, bo i jeszcze praca do tego, ale jak człowiek musi to sobie da radę. Miałem wtedy nawet problem z jedzeniem, ale nie jakiś strach, raczej było to zniechęcenie. Ostatecznie wiedziałem, że tak będe się czuł, trudno żeby nie. To normalne że się boimy, szczególnie czegoś nowego, nieznanego, a chorobę ojca trudno żebym zniósł na lajcie, nie zastanawiałem się nawet czy mam myśl taką czy inną...

Kolejna historia to szkolenie w pracy BHP, no i... tam akurat były poruszane tematy wypadków w pracy i jebs w łeb, czuje że robi mi się słabo,poprosiłem znajomego, żeby ze mną wyszedł yhhhmmm nawet do drzwi nie dotarłem, i tak oto wywinąłem Jacksona na środku sali pełnej ludzi i tak oto Gabrycha sobie leży przed pierwszym rzędem ? wtedy się tym przejąłem, czułem się zażenowany, ale dziś? Jakie to ma znaczenie? Dziś już nawet nikt o tym nie wspomina, pewnie ludzie już nie pamiętają zdarzenia i pewnie mnie nie pamiętają. Fakt na trochę było o tym głośno, ja poczułem się wtedy z tym źle, spotkałem się z jakimś plotkowaniem za plecami, ale wczoraj spotkałem się z mega wyrozumiałością, wsparciem i powinienem się skupić na takich osobach a nie na bandzie idiotów, jestem ciekaw czy oni sami będąc na moim miejscu chcieliby spotkać siebie samych. I wczoraj okazało się, że znajomy ma podobną przypadłość do mnie, a no właśnie również powinienem uznać to za przypadłość,znajomi obrócili wszystko w żarty, poczułem się z tym swobodnie. Teraz wiem, że skupiłem się na niewłaściwych ludziach...

A przy okazji, wracając do ojca i moich wtedy problemów z jedzeniem, waga poszła w dół to oczywiste, powiem Wam, że słyszałem kilka razy, jaki to jestem za chudy, że powinienem to, powinienem tamto, dużo nie brakowało żebym sobie zrobił nie wiadomo jaki kompleks, ale ludzie nie znają mojego życia, łatwo komuś oceniać, ja po prostu to przyjąłem, jestem taki to jestem. Moim zdaniem są na tym świecie i ludzie życzliwi, ale i też tacy którzy nikogo nie lubią, siebie też nie i takie osoby zatruwają innym życie dla swoich egoistycznych zachcianek.

Jestem Arlecie winny podziękowania, za to co powiedziała na live, również tak mam że często przełożony prosi mnie o różne rzeczy, a zrób to zrób tamto, zastanawiałem się co on tak na mnie się uparł, ale cholera jakby uważał mnie za kogoś kto sobie nie radzi czy za kogoś kto się opiernicza to wcale by do mnie nie podszedł...

Kolejna rzecz dla mnie istotna to zaakceptowanie niewiedzy, ja nie mam gwarancji czy nie zjadę pisząc choćby ten post wracając do wspomnień. 


Bądź obserwatorem nie sędzią, pisałem że mam odczynienia w pracy z kimś w rodzaju wampira energetycznego, szczerze to jego zachowanie nie mieści mi się w głowie, aż nie dowierzam, że z początku zastanawiałem się czy to ja nie oceniam go zbyt nisko, a no właśnie, oceniłem jego za wysoko, a siebie za nisko, zastanawiałem się czy ja nie jestem dla niego zbyt surowy, a tu okazuje się, że moja intuicja miała rację. Dlaczego miałbym wierzyć innym, a nie samemu sobie? To dobry temat na zastanowienie się? Powiem Wam, że chciałbym tylko widzieć swoje miny kiedy na niego patrzę, i w porównaniu z nim, my jesteśmy spokojni jak ten je*any lotos na pierdo*onej tafli jeziora ?

Kolejna sprawa to brak asertywności, pewności siebie...

Mam kuzyna który lubił się nade mną powiedziałbym nawet poznęcać się psychicznie, myślę że to w dużej mierze poza traumą spowodowało że byłem nie pewny siebie, doskwierały mi nastroje depresyjne, byłem wycofany, tu mi pomogła książka ''Mistrz ciętej riposty'' jest ona o postawie biernej, asertywnej i agresywnej. Pomogła mi nawet jak jeszcze nie przeczytałem jej do końca otóż kuzyn ją zobaczył u mnie i już chciał mi podogryzać mówiąc '' chyba sobie nie radzisz w pracy, chyba szukasz tekstów bo masz z kimś problemy'' ja mu na to że chcę się nauczyć radzić z takimi typami jak on a mój największy problem znajduje się przede mną i w dodatku gada, jego mina była epicka ?? poczułem, że ciężar odchodzi. A na pewność siebie stosowałem afirmacje i medytacje, ja nie twierdzę, że to jest jakaś konieczność, ja po prostu to polubiłem i wczułem się, pisałem że medytacja ułatwia mi wyciszenie się, a to pozwala mi włączyć logiczne myślenie, kogoś innego może uspokajać gra na tamburynie i to też jest spoko  Zmieniłem tak swoją postawę z pesymistycznej na realistyczną, stosuję też dialog wewnętrzny, tłumaczę sobie wszystko na spokojnie i logicznie, postawa przyjacielska się też przyczyniła do tego, doradzam sobie tak jak doradziłbym w problemie przyjacielowi, traktuję siebie tak jakbym traktował przyjaciela, tutaj też wpasuje się sytuacja z liceum, kiedyś nauczycielka poleciła mi wizytę u szkolnego psychologa, ja od razu z myślą, że o co chodzi, wiem że odróżniałem się wizualnie od rówieśników, chodziłem praktycznie wiecznie ubrany na czarno i takie tam, i już sobie wymyśliłem że zostałem oceniony, że może ona uważała że ze mną coś nie tak, ale okazało się że było mi to potrzebne, powinienem być wdzięczny a nie wymyślać, teraz widzę, że za bardzo to nad interpretowałem  Ona chciała mi pomóc a ja doszukiwałem się zła.

Dodam, że wobec zaburzenia mam postawę różną, raz agresywną, raz się z tego nabijam, a czasami wystarczy krótka piła, na przykład przed snem jak coś przychodziło, pomyślałem ''śpij i nie pierd*l'' ?

Teraz mam kilka zainteresowań i pasji co bardzo pomaga, dobrze jest mieć taki swój mały świat 

Myślę, że trzeba też odróżnić lęk od takiego przyziemnego strachu, dajmy na to moja myśl o dalekiej podróży, ja raczej mam myśl czy sobie poradzę w obcym miejscu, bez znajomości języka i takie tam, a nie że dostanę tam paniki czy coś, także myśle że ta moja myśl jest przyziemna 

Uczę się też zmiany przekonań, a propo myśle że moim problemem nie są zasłabnięcia, tylko uczucia jakie sobie wpoiłem, to uczucie zawstydzenia, wpojone opinie, i sam siebie utwierdziłem w przekonaniu że w danej sytuacji tak się stanie, że zemdleje, a drastyczne rzeczy są zapalnikiem. Wystarczy, że zmienie te przkonania i założenia, sam sobie wręcz założyłem że tak będzie, nie wiem czy owa przypadłość kiedyś minie, ale zmiana myślenia to już coś, życie staje się inne chyba widać to w tym poście? Powinienem zbudować sobie poczucie bezpieczeństwa na nowo.

Tak, to nie jest łatwe, wiem. Obecnie korzystam z terapii, to też nie jest dla mnie łatwe, wywlekanie wspomnień, na terapii też nie mam gwarancji że nie zemdle, ale zaakceptowałem tą nie wiedzę.Bo wiem, że teraz przecierpię swoje, ale wiem że warto. Tak wiem, koleś z terapii klepie tu jak jakiś Budda, terapia jednak nie ma wiele wspólnego z nerwicą, pracuję nad ową traumą, nad emocjami jakie wzbudziła, jakie mam w sobie blokady, w pracy z terapeutą w sumie wszystko rozbrajam na czynniki pierwsze ?szukam gdzie i kiedy dane przekonanie się rozpoczęło. Wcześniej mam wrażenie że zabierałem się do tego jakbym zasłonił sobie oczy i grał w bierki, nie ta kolejność, brak zrozumienia co i dlaczego.

Ahaaa o sytuacji, kiedy złapał mnie silny ból głowy pisałem, ale dla przypomnienia, wtedy wiedziałem, że było to spowodowane natrętem, ale w postaci wampira nie jakiś moich myśli, także powinniśmy sobie zdawać sprawe, że istnieją natrętne myśli, a istnieje też zwykły wku*w i tyle. Tak, zastanawiałem się czy następnego będzie dobrze, ale przecież nie musi być źle, potraktowałem to jako jednorazowy incydent.

Kilka moich rad:

Perfekcjonizm to zło, może wygląda idealnie, nawet coś może wyglądać jak raj, a być piekłem kiedy się przyjrzysz.

Wybacz sobie swoje błędy, każdy je popełnia, ale super będzie jeżeli zdasz sobie sprawę z błędu, spróbujesz go naprawić, a jeśli to niemożliwe to odpuść.

Tak jak było z moim kuzynem, ja wkręciłem się w jego gierki, reagowałem złością na jego zaczepki, ale to tylko go jeszcze nakręciło, dopiero kiedy zareagowałem sarkazmem, kiedy pokazałem mu że mnie to nie rusza, dopiero się to skończyło, mam teraz z nim spokój. Teraz wiem, że takie osoby są jak pies na łańcuchu, tylko groźnie szczeka 😉

A że teraz mam podejście realistyczne to sobie przetłumaczyłem objawy somatyczne tak: mamy układ nerwowy, mamy mózg, nie jesteśmy bezmózgie yeti, ten układ reaguje i zawsze będzie.

Czasami jak mnie coś męczy, to zapisuję takie myśli, kiedy uda mi się uspokoić to już inaczej na te zapisy mogę spojrzeć.

Akceptuj siebie i swoje wady, ja na przykład jestem dość nieśmiały i jakieś wystąpienia nigdy nie były i nie będą moją mocną stroną i co z tego?

No i sakramentalne: teraz wiem, że w zaburzeniu powinienem zobaczyć co najwyżej małego padalca, a ja zrobiłem z tego Jurastic World, no ku*wa wszędzie biegały dzikie dinozaury ??

A co do intuicji, nie jestem nieomylny i super mądry, ale lepiej się uczyć na swoich błędach niż cudzych opiniach.

Na koniec, może to co napiszę jest kontrowersyjne, uważam że ludzie mający etykę, moralność nie robią nie wiadomo jakich rzeczy czy nie wiadomo jakiego zła. Takie moje odniesienie do osób które boja się, że coś zrobią czy oszaleją, nie bójcie się, macie hamulce? Macie ludzką etykę i moralność? A czy ludzie czyniący przestępstwa to mają? Taki się nie zastanawia czy się boi, czy to taka myśl czy to lęk, oni tego chcą, i to robią i to jeszcze ich ekscytuje, tak ja uważam.

Oczywiście co napisałem odnoszę do siebie, może się ze mną nie zgodzicie, a może to pomoże choć jednej osobie. Nie wiem nawet czy mogę siebie nazwać odburzonym, nie mam nie wiadomo jakiej wiedzy, nie jestem w stanie odpowiadać tak na pytania jak nasza tutaj administracja, ale czuję że to moja droga, robię tak jak czuję, po prostu. A i należy pamiętać, że nawet bez zaburzenia życie będzie pełne wyzwań, będą się zdarzały różne sytuacje, ale to od nas zależy co zobaczymy.

I jeszcze dziękuję wszystkim z administracji i moderatorów, jesteście the best of the best, dziękuję za Waszą postawę przyjacielską, serio poczułem przyjacielskie relacje ????????

Trzymajcie się jaskółeczki."


4. Ania: Cuda się zdarzają!

Źródło: Grupa FB


"MOJA HISTORIA ODBURZENIOWA ❗❗❗❗

Zaczęło się w 2018 roku jesienią ...ni stąd ni z owąd z samodzielnej pełnej życia kobietki stałam się niesamodzielnym kłębkiem nerwów.... Początek to objawy ze strony układu pokarmowego niby zespół jelita drażliwego.... bardzo mi to dokuczało....ale jakoś się z tym uporałam , następnie to co spowodowało we mnie największy lęk o swoje życie i zdrowie nagły spadek sił nie miałam siły ustać 2 minut w miejscu a i siedzenie 2 lub 3 minut we względnym spokoju było mega trudne dla mnie.... Dodatkowo zaczęło mi doskwierać uczucie spadania do tyłu ....napady gorąca , bóle pleców, ból głowy ponad miesiąc dzień w dzień....nie wiedziałam co się ze mną dzieje bardzo się bałam.... wciąż płakałam sądziłam że to jakaś poważna choroba szukałam po lekarzach. ..... I ciągle nic zdrowa!!!! Wpadłam jednak na trop tego że jak wzięłam magnez i witaminę D3 odczuwałam przypływ sił .(czyżby układ nerwowy?...)...nadal nie wiedziałam co mi jest.....Lęk był ze mną wszędzie dosłownie wszędzie i pokoleji odcinał mnie od wszystkiego co kochałam co lubiłam byłam niesamowicie płaczliwa już nawet łez mi zaczęło brakować.... W grudniu 2018 nabawiłam się okropnego bólu w klatce piersiowej i lęku już przed wszystkim sklepy przychodnia kino itp a czara goryczy się przelała gdy pojechałam sama z dziećmi na zakupy do Biedronki i przy kasie zaczęłam czuć suchość w ustach mega gorąco i kołatanie serca bardzo bałam się że zemdleje i strach przed mdleniem stał się moim konikiem nerwicowym....nie wytrzymałam uciekłam ze sklepu i to była ostatnia moja wizyta w sklepie na długo.... Również zostawanie samej w domu , spotkania z przyjaciółmi wyjazdy stały się niemożliwe lęk zabrał Wszystko... zostałam odcięta przez lęk od wszystkiego gdy własnie w grudniu okazało się że moje emocje wywołały nadciśnienie nie byłam w stanie iść do lekarza znanego i lubianego przeze mnie, lęk mnie trzymał w sidłach odcinał mi drogę bólem w klatce , sennością miękkimi nogami oślepiało mnie też jasne światło, a ja zaczęłam unikać WSZYSTKIEGO!!!nawet myśl o pójściu do sklepu powodowała we mnie ból w klatce piersiowej i zatykanie i wzrost ciśnienia..... Zaczęłam szukać co mi może być wujek Google oszacował że to nerwica lękowa z agorafobią.... szukałam dalej w necie i niestety prognozy nie były dobre wszędzie pisali że z tego się nie wychodzi!!!! Gdzieś trafiłam na książkę Szaffera "Pokonałem nerwicę" łykałam ją wręcz z ciekawością i coraz większą nadzieją że może jednak z tego się wychodzi.....Dalej już mniej po omacku drążyłam internety znalazłam na YouTube Historię pewnego pana któremu dolegało to co mi oglądałam jego filmy jeden po drugim aż wspaniały YouTube odtworzył mi film Hewada zainteresowalo mnie to co mówił i stamtąd trafiłam na grupę Stowarzyszenie Zaburzeni.pl ❤️❤️❤️❤️❤️ na Facebooku ...to była druga połowa nadal grudnia 2018 zaczęłam czytać moduły z grupy , śledziłam również to co się dzieje na bieżąco na grupie.... Wszystko przyjmowałam z pokorą ale i niedowierzaniem no bo jak jak ja miałam iść tam w te lęki i się w nie zanurzać akceptując to że są no jak ????to było trudne do zrozumienia a jeszcze trudniejsze do wykonania ale, skoro tak tam pisali że tak trzeba i to działa w styczniu 2019 gdy przetrawilam to jakoś kazałam mężowi zawieźć się do Rossmanna i prosiłam by ze mną tam wszedł.....jednak w rezultacie sama weszłam kupiłam na szybciocha farbę do włosów i stałam przy kasie na miękkich nogach jak z waty szczęśliwa że się udało po tym widziałam że rady z grupy są trafne i wszystko starałam się robić jak piszą na grupie ? każdy maly krok w stronę powrotu do normalnego życia dawał mi taką radość że pragnęłam więcej i więcej... Jeszcze w pewnych sytuacjach stosowałam unikanie mój mąż i dzieci ogarniali zakupy i wspierali mnie jak umieli fizycznie i psychicznie ,Ciagle zdobywałam wiedzę na grupie , zaczęłam zauważać że mimo tych wszystkich objawów nic mi się nigdy nie stało....ale ta niepewność dalej ze mną była....powoli zdobywalam się na coraz więcej miejsc do których chodziłam na coraz więcej spotkań choć nerwica serwowała mi wtedy zawroty głowy , bujanki uczucie dziwności.... Zaczęłam czytać dużo książek o nerwicy i lękach , zaczęłam przykładać dużą wagę do samorozwoju do dbania o moją psychikę , zrozumiałam że nie mogę dusić w sobie czegoś co chce powiedzieć bo tak myślę tylko dlatego by nie wywołać kłótni z kimś....Gdy zrozumiałam że nie muszę bać się zostawać sama w domu w obawie przed napadami lęku i paniki , bo i tak nikt inny mi nie pomoże niż ja sama sobie , strach przed tym minął....ale jak to nerwa nie odpuszczala znalazła mój słaby punkt równowaga, bujanki, zawroty do tego stopnia że bałam się chodzić bez kogoś lub czegoś do podtrzymania długo towarzyszyło mi uczucie że boję się tam iść bo się przewroce , to również minęło wtedy gdy poprostu przestałam o tym myśleć!!!!. Dokuczaly mi problemy z oddechem szczególnie jak się mu zaczynałam przyglądać, gdy przestałam w niego wnikać przechodziło, a czasami poprostu wystarczyło przewietrzyć pomieszczenie bo zwyczajnie było duszno tak po ludzku nie nerwicowe duszno..... Miałam wiele objawów o których już pewnie zapomniałam ale wszystkie one mają jedną wspólną cechę --->im więcej nadaje się uwagi objawom tym mocniej one dowalaja,gdy się je olewa lub akceptuje i olewa Wszystko mija!!!!!Gdy zaczęłam kierować się rozsądkiem wszelkie sytuację które mi się zdarzały racjonalizowałam, i gdy zaczęłam pozwalać sobie na gorsze dni na gorsze samopoczucie bo przecież nie jestem cyborgiem Wszystko zaczęło być normalne wszelkie ograniczenia jakie serwowała mi nerwica zaczęły zanikać! Morał jest taki że nie możemy we wszystko zbyt bardzo wnikać , pewne rzeczy sprawy i sytuacje są takie a nie inne i nie należy w nie wnikać ani próbować ich zmieniać, trzeba brać Życie takie jakim jest i cieszyć się każdym dniem, nie skanujmy swojego ciała nasze ciało jest doskonałą konstrukcja która nas ostrzeże o zagrożeniu gdy będzie trzeba nie musimy non Stop skanować się, za to powinniśmy znajdywać czas na wypoczynek na relaks na sen .....to bardzo ważne ❤️? Na chwilę obecną Racjonalizuje i Akceptuje , nie skanuje nie wkręcam się i czuję się lekka wolna i szczęśliwa!!!! Bardzo serdecznie dziękuję Hewadowi, Arletce ,Ewelinie , Edytce za to piękne miejsce gdzie cuda są możliwe ,za tą wiedzę i wiarę która mi daliście tu na naszej cudownej drogocennej grupie . Dużym wsparciem był dla mnie również mój mąż oraz moje dzieci którym dziękuję dzięki wam wszystkim nigdy nie musiałem sięgnąć po leki by wyjść z nerwicy dziękuję kochani. Nie obyło się bez łez właśnie teraz gdy czytałam to dla sprawdzenia ????❤️❤️❤️❤️ I mimo iż jak twierdzi Arletka że jestem w 100 procentach odburzona będę z wami na grupie ponieważ pomaganie innym pomaga i mi ❤️❤️❤️❤️❤️."


5. Wyzdrowiałem (Autor: unknown_c4hir)

Źródło: Forum


Witam z powodzeniem mogę stwierdzić że wyzdrowiałem i jeżeli mogę od siebie powiedzieć o co chodzi w "odburzeniu" czy jak to nazwiecie to po prostu o odzyskanie świadomości z myśli , możesz po prostu obserwować myśli nie nadając im uwagi i tyle nie ma tu żadnej filozofii czy nauki po prost nie nadawać uwagi myślą 🙂 Możesz być w pełni świadomy i obecny bez potrzeby gonienia za myślami i problemami , jak raz załapiesz o co chodzi to może znowu dasz się wciągnąć ale cierpienie sprawi że znowu wrócisz do "nie myślenia", oczywiście nie tracisz zdolności myślenia , a raczej możesz traktować myślenie jako narzędzie ale nie jesteś już jego niewolnikiem ! NIC CI NIE JEST I JESTEŚ WOLNY TYLKO O TYM NIE WIESZ , W KAŻDYM PRZYPADKU ! jesteś świadomością która jest świadoma myśli i emocji możesz je obserwować ale to wymaga trochę czasu zanim załapiesz że nic ci nie jest.TO tylko emocje i myśli.


6. Odburzony! (Autor: Krystian S)

Źródło: Forum

Siemanko

Dokładnie rok temu opusciłem forum i powiedziałem sobie że wróce tutaj aby napisać post odburzający, 
no i jestem.  Tak udało sie wygrałem z tą francą, nie będe tutaj się rozpisywał co i jak robiłem, być może wrócę kiedyś z bardziej obszerną historią na ten temat,
Najważniejsze to wierzyć w to że sie uda... wierzyć ze nadejdzie taki dzień jak u mnie dzisiaj gdzie pisze ten post...przedewszystkim traktować nerwicem lęki itd. jak by tego w ogole nie było...
Jeśli chodzi o dd, dosyc często wraca, gdyż prowadze dosyc stresujący tryb zycia, praca(przedewszystkim, ale lubie ta robote) moja mała kochana gwiazda Zuzia  (przez co często sie nie wysypiam a u mnie nasila to objawy) siłownia, djka, jeste ciągle w biegu  lecz traktuje dd tak samo jak traktowałem nerwice i tak jak przychodzą objawy tak samo szybko odchodzą  dlatego trzema mieć na to wszystko wylane !! 

Chciałbym bardzo podziękować twórcą tego forum! (Dzięki wam trwało to tylko 1,5 roku), Schaniss (nie wiem czy mnie jeszcze pamiętasz, ale twoje rady i rozmowy na czacie bardzo mi pomogły) , Sub Zero (ty też pewnie mnie już nie pamietasz, ale Twoje wiadomosci priv o DD dały mi bardzo dużo )

Jeszcze raz wielkie dzięki za to forum, robicie mega robote!


7. Sebek odburzony! (Autor: kamilpc)

Źródło: Forum

Naprawde nie mam pojecia co mam napisac ,trafilem tu 4 msc temu ,oczywiscie ze wszystkim co mozliwe w nerwicy. Nerwica pojawila sie w waznym momecie w moim zyciu ale wiedzialem ze trzeba walczyc o swoje zycie i tak zrobilem.Nie chce sie rozpisywac za bardzo  Kazdy z was wie jak ciezko jest w nerwicy itd.
Dobra przechodze do punktow bez ktorych moje odburzanie by sie nie udalo :

-poznanie mechanizmow nerwicy
-akceptacja zaburzenia
-potraktowanie wszystkich objawow somatycznych ,myli ,obaw itd jako calos (wrzucenie wszystkiego do jednego wora z napisem NERWICA)
-OCZYWISCIE DZIALANIE CZYLI WPROWADZENIE WSZYSTKICH METOD RADZENIA SOBIE Z NERWICA W ZYCIE I PRAKTYKOWANIE TEGO SUMIENNIE
-RZYZYKOWANIE NA WSZYSTKO CO NERWICA PODSUWALA

-postawa przyjacielska wobec siebie
-zycie pomino objawow ,zycie z nerwica nie nerwica
-Oczywiscie IGNOROWANIE TEJ SUKI

Nie napisalem tu nic nowego to wszystko jest tutaj na forum pieknie ,wspaniale wytlumaczone ,wszystko zalezy od nas czy z tego skorzystamy.

Ze swojej strony chce podziekowac :
Administratorom:Divin ,Victor,Ciasteczko
Subzero ,Arletka,ITI,BruceWayne,ddd,Kondrad W,Nierealna,bart
I wiele wiele innych osob ktory bardzo mi pomogly !!!! 

Naprawde dziekuje wam serdecznie za wszystko ,za wasze prace na forum,wsparcie i bezcenna wiedze.Jeszcze raz dziekujeeeeee !!!! Jestescie kochani     


8. Sajonara (Autor: bart)

Źródło: Forum


Witam z racji tego ze nie miewam juz stanow lekowych od kilku tygodni smiem sadzic ze bledne kolo lekowe nie wytrzymalo z moim uporem i sie posypalo . Chcialem napisac to troche wczesniej ale czekalem i obserwowalem moje humorki emocjonalne . Ktore miewam ale doszedlem do wniosku ze to normalne robotem nie jestem a wiecznie super zajebiscie tez czuc sie nie bede . Nie bede pisal tutaj co jak sie zaczelo bo to bez sensu moim zdaniem poniewarz wpadajac w lekowe bledne kolo (nerwice , zaburzenia lekowe ) Czlowiek zmienia sie , przekracza pewna granice ktora jest cholernie ciezka do wytlumaczenia bo to trzeba poczuc niestety albo stety . Co mnie najbardziej pomoglo zeby akceptowac zaburzenie to przedewszystkim chyba zmiana myslenia z musze na moge ale nie musze . Czyli gdy dostawalem atakow paniki kiedys musialem je kontrolowac co zwiekszalo moja uwage i pietnowalo lek , gdy zaczolem podchodzic do tego w sposob , ok mam atak paniki ale nie musze mu ufac ze mi sie cos stanie i nie musze sie skanowac pomimo tego wszystko zaczelo slabnoac z tym ze tego nie mozna zaowarzyc tu i teraz tu trzeba zaryzykowac ze to sprawi przekroczenie tego lekowego badziewia i pokazanie sobie przedewszystkim ze to bujda na kolkach . Odburzanie to bardzoooo mozolna praca i niesamowicie wymagajaca uporu . I oczywiscie nie wychodzilo wszystko odrazu ale pomimo tego ze mialem kryzysy nie zatapialem sie w nie dosc mocno i czesto bo nie mowie ze ta akceptacja na sile wychodzila za kazdym razem . Popelnialem bledy za ktore sie nie karalem a wrecz przeciwnie dodawaly mi sily do tego ze nastepnym razem wytrzymam dluzej z ta akceptacja i co zwiazane z tym zawsze mocniejszymi atakimi paniki lub natlokiem mysli mocniejszymi niby urojeniami i wizjami jakie sobie wyobrazalem ( to chyba najgorsze gowno , dostajesz mysl a nagle wyobrazasz sobie ze to sie dzieje lub ze cos widzisz pomimo pelnej swiadomosci ze to bujda ( to niepodwarzalna oznaka ze nie jestesmy chorzy psychicznie ) )

Z czasem zaczelo zmieniac sie moje podejscie udzielalem sie na forum co mysle tez mialo bardzo duzy wplyw na moja akceptacje bo odpisujac komus pisalem zawsze to co czuje i jak ja podchodze do tego to zaczynalo sprawiac ze ja podswiadomie zaczolem wierzyc w to odburzenie w ta nerwice w te wszystkie akceptacje ryzykowania itd itd . ( to zaowarzam dopiero teraz gdy glebiej zatapiam sie w te swoje stany z przeszlosci ) . Ale trzeba tez zastanowic sie jak czujemy forum i czat.. jezelo ty wchodzisz tam odpisywac ludzia na posty dzielic sie z nimi swoim uporczywym dzialaniem to super bardzo to fajne ,nie skupiasz sie na sobie tylko na pomocy bo kazdy jest empatyczny na swoj sposob , natomiast jezeli ty wchodzisz na forum napisac o tym ze ty tez tak miales ale teraz masz cos innego a ze wczoraj byl taki wkret a dzis jest inny ale pomimo to starasz sie akceptowac to chyba nie wiesz co to znaczy akceptowac . Tzn ty to akceptujesz jak tak mowasz ale tylko swiadomie tu trzeba akceptowac to emocjonalnie to bedzie sprawiac ze ataki beda slabsze uwaga bedzie slabsza nie bedzie checi na zalenie sie bo nawet do glowy to nie bedzie wam przychodzic , to bedzie sprawiac ze poprostu zaburzenie bedzie odsowalo sie na book zaczna wychodzic inne rzeczy normalne  . I to moja teoria jezeli ktos sie z nia nie zgadza bo napewno tak bedzie :DD to widocznie jeszcze ma watpliwosci i zqburzone emocje bo osoby odburzone przyznaja mi racje .Nie ma litosci dla objawow jest tylko jedno wyjscie zakceptowac To sie czuje. Nerwica i to co sie dzialo w momencie zaburzenia to dla mnie jest smieszne na dzien dzisiejszy , czasem sie zastanawiam.z czego ja taka afere robilem ale wkoncu bylem w innym stanie umyslu moje priorytety zyciowe krecily sie tylko w kolo mnie i mojego zachowania tego jak widze co czuje czy nie wariuje juz .
Dziekuje Victorowi ktory od czasu do czasu stawial mnie do pionu naprawde . dziekuje Hewadowi , J erremu , Taci ( ktora mnie na poczatku odburzania uspokajala a pozniej sie to odwrocilo ) Nierealnej , Kamieniowi za te wpisy ktore tez byly kluczem , Liptonowi , Dankanowi
Napewno by sie znalazlo pare osob ktorym bym chcial bardzo podziekowac ale teraz nie przychodza mi do glowy za co serdecznie przepraszam i Dziekuje .

Czuje sie odburzony i to nie jest zaden przeswit czy cos innego poprostu nie mam lekow .
Moglbym tak pisac i pisac ale cala wiedza jest na forum ja trzeba poprostu zinterpretowac po swojemu i najwaxniejsze wdrazac , lapac sie na tych momentach ze to nerwica teraz dziala starac sie ja obserwowac to tez wazne . Dodam ze Nerwica nie jest taka zla ona chce nam uswiadomic tylko zebysmy spojrzeli troche inaczej na nas samych , na nasze zycie , problemy itd . Jezeli zaczniecie traktowac ja w sposob drogowskazu a nie czegos strasznego to automatycznie staje sie to odburzaniem , ja zmienilem swoje zycie . Mam pelno zlych nawykow ktore mnie ciagna ale to tylko nawyki ktore nabylem , to nie jest nic na stale mozna wszystko zmienic i mozna byc tym kim chce sie byc . Zmieniajcie swoje podejscie , robcie zawsze krok do przodu ponad zaburzenie .


9. Wyzdrowiałam z nerwicy

(Autor: Malayya)

Źródło: Forum


Parę lat temu obiecałam sobie, ze kiedyś pozbędę się tej francy nerwicy to o tym napiszę na forum które bardzo wiele mi pomogło. Na nerwice lękowa cierpiałam 5 lat. Zaczęło się dość niewinnie, lekkie ataki, obawy przed wyjściem i omdleniem. Potem się nasiliło, doszły obawy o zdrowie a także w końcu ze zrobię coś sobie lub komuś. Kreciłam się z tym długo. Ratowałam się psychologiem ale nie wiem co to była za terapia a takze poczatkowo lekami. Leki odstawiłam na własną prośbę gdyż nie dawały mi ulgi a do tego zauważyłam, ze dobre samopoczucie na nich jest sztuczne. To forum wówczas, psycholog i przede wszystkim Victor, który nieustannie mi odpisywał na pw i któremu strasznie jestem wdzięczna za to, i za to ze opisał swoją historię, to wszystko sprawiło że w końcu zrozumiałam...trzeba wszystko do siebie dopuścić. Tak ameryki nie odkryłam ale to uderzenie w świadomość że ja musze to zrobić było tak duże że od tej chwili za każdym razem, dopuszczałam do siebie to co mi podpowiada nerwica. Po jakos 10 miesiącach zaczeło puszczać, było tego coraz mniej i mniej i mniej i mniej aż pojawiac się zaczeły przerwy tygodniowe, potem miesięczne i tak od 3 lat nerwicy nie mam.
Wiem że każdy czeka na to aby to usłyszeć i ja też czekałam. I naprawdę kiedy nerwica schodzi nagle nie ma tych obaw w glowie. Nie ma tego, że w ogóle utrata kotnroli was przeraza, że boicie się że bół głowy to rak, że boicie się że zabijecie siebie lub kogoś. Zupełnie jakby to nigdy nie istniało 🙂
To tak w skrócie bo tak naprawdę żadne słowa nie powiedza wam tego co macie robić. To juz jest zapisane, tu chodzi o to aby każdy doszedł do odpowiedniego momentu (ja byłam głupia że tak długo wierzyłam tym myślą) i aby kazdy karmił się tak długo wiedzą, aż zaskoczy. Tak było w moim wypadku.
Walczcie o siebie!



{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}
>